Dlaczego nikt nie chce twoich starych ciuchów?
Wtorek, 27.09.2016. Maria
Dlaczego nikt nie chce twoich starych ciuchów?
Fot. net_efekt, Creative Commons
Góry tekstylnych odpadów rosną na katastrofalną skalę. Jaki wpływ ma na to trend „fast fashion”?
Wszyscy nowojorczycy, którzy 4 kwietnia 2016, odwiedzili ekspozycję odzieżowej sieciówki H&M w Nowym Jorku, natknęli się na stos wyrzuconych ubrań sięgający sufitu. Cytat z T.S. Eliota wymalowany na ścianie (“W moim końcu mój początek”) nadał wystawie atmosferę galerii sztuki lub muzeum. W kolejnym pokoju, reporterzy i blogerzy modowi sączyli wino, przyglądając się bacznie tuzinowi manekinów noszących uszyte na zamówienie kreacje ze starych dżinsów, skrawków kurtek i pociętych bluzek.
 
Ta koktajlowa impreza miała uświetnić wprowadzenie na rynek najnowszej kolekcji H&M, Conscious Collection (Świadoma Kolekcja). Aktorka Olivia Wilde, będąca modelką H&M i rzeczniczką firmy, pojawiła się na otwarciu w sukience z nowej kolekcji. Jednak gigantowi szybkiej mody, posiadającemu prawie 4 tys. sklepów na całym świecie i uzyskującemu roczny obrót ponad 25 mld dolarów (2015) zależało także na tym, by uczestnicy docenili jego najnowszą inicjatywę: zachęcanie klientów do powtórnego przetwarzania ubrań, a właściwie przekonanie ich, by przynosili swoje stare ubrania (jakiejkolwiek marki) do H&M i wrzucali je do koszy w sklepach na całym świecie. „H&M przetworzy je powtórnie i wyprodukuje z nich nowe włókna, a ty w zamian dostaniesz vouchery, które będziesz mógł wykorzystać w H&M. Każda strona wygrywa!” – opisał H&M na swojej stronie.
 
Jak mówi sam manager ds. zrównoważonego rozwoju H&M, Henrik Lampa, tylko 0,1% wszystkich ubrań zebranych przez organizacje charytatywne i programy zbiórkowe na całym świecie jest przetwarzane na nowe włókna. I pomimo robiącej wrażenie sumy pieniędzy wydanych na kampanię Światowego Tygodnia Recyklingu (włączając w to nawet dedykowany teledysk nagrany przez M.I.A.), to, co robi H&M, nie jest niczym wyjątkowym. „Odratowane” przez nich ubrania przechodzą przez taki sam proces, jak te, które zostały oddane do pojemników PCK, czy gdziekolwiek indziej.
 
Szybka moda i góry toksycznych odpadów
 
Wyobraź sobie siebie, z całą torbą ubrań, które po sezonowych porządkach, właśnie opuszczają twoją szafę. Myślisz, że możesz nieco na nich zarobić, więc idziesz na pchli targ czy wyprzedaż garażową lub próbujesz sprzedać online. Tylko że tam prawdopodobnie nikt nie kupi większości twoich starych ubrań, nawet tych, za które zapłaciłeś całkiem duże pieniądze. Bo są lekko znoszone, bo mają niewielką dziurkę albo dlatego, że po prostu wyszły już z mody. Wraz z ciągłym przyspieszaniem i skracaniem trendów modowych, jest całkiem prawdopodobne, że nikt nie będzie chciał twoich ciuchów, jeśli mają więcej niż kilka miesięcy. Wiele sklepów z używaną odzieżą odrzuca te niemarkowe, a także te z tańszych sieciówek, jak H&M, Zara czy polski Reserved. Ubrania z tańszych sieciówek są słabej jakości i jest ich po prostu za dużo.
 
Kiedy naturalne włókna, takie jak bawełna, len, jedwab, czy nawet półsyntetyczne włókna zrobione z roślinnej celulozy (jak sztuczny jedwab, Tencel czy modal), trafiają na wysypisko śmieci, zachowują się podobnie jak resztki jedzenia – gdy się rozkładają, produkują gaz cieplarniany, jakim jest metan. Jednak w przeciwieństwie do skórki od banana, nie można ich wykorzystać jako kompost, ponieważ „by stać się ubraniem włókna te przeszły przez wiele nienaturalnych procesów” – tłumaczy Jason Kibbey, dyrektor Sustainable Apparel Coalition. „Były wybielane, farbowane, nadrukowywano na nich różne wzory, później je oczyszczano i prano w chemicznych kąpielach”. Te chemikalia mogą być wypłukiwane z materiałów przez ługowanie i, jeśli składowiska odpadów nie są odpowiednio zabezpieczone, przenikać do wód gruntowych. Z kolei spalanie takich śmieci wypuszcza wszystkie te toksyny w powietrze.
 
Włókna syntetyczne, jak poliester, nylon czy akryl, mają te same wady z punktu widzenia środowiska co włókna naturalne (czyli są naszpikowane chemią), a ponieważ są po prostu rodzajem plastiku, zrobionym z ropy naftowej, będą się rozkładać przez setki, jeśli nie tysiące lat.
 
Pomimo tych przygnębiających statystyk, Amerykanie beztrosko wyrzucają co raz więcej ubrań. W mniej niż 20 lat, objętość ubrań, których Amerykanie pozbywają się każdego roku, podwoiła się z 7 do 14 mln ton (to ponad 36 kg na osobę). Agencja Ochrony Środowiska (EPA) szacuje, iż odesłanie wszystkich tych śmieci do programu powtórnego przetworzenia, byłoby środowiskowym ekwiwalentem usunięcia z dróg 7,3 miliona samochodów.
 
Jeśli chodzi o Europejczyków sytuacja też nie wygląda dobrze. Nie ma niestety konkretnych danych dotyczących ilości odzieży wyrzucanej w Polsce. Są jednak realistyczne szacunki dla Niemiec: to od 600 tys. do 1 mln ton rocznie. W Monachium policzono, że każdy mieszkaniec miasta wyrzuca 15 kg używanych ubrań rocznie.[1] W Wielkiej Brytanii szacunki te sięgają prawie 2 mln ton rocznie, co przekłada się na ok. 30 kg rocznie w przeliczeniu na jednego mieszkańca.[2]
 
Szybka moda, tania moda
 
Szybka moda jest jak fast food: tania, uzależniająca i ma negatywny wpływ na ludzi i środowisko. Z badania Uniwersytetu Cambridge wynika, że w 2006 r. kupiono o jedną trzecią więcej ubrań niż w 2002 r.[3] Marki zaczęły konkurować ze sobą o udział w rynku wprowadzając więcej kolekcji w ciągu roku po niższych kosztach, czego kulminacją stała się sytuacja, w której domy mody oferują nawet 18 kolekcji rocznie, a znane sieciówki, jak  hiszpańska Zara, podkręciły tempo gry poprzez wymianę linii ubrań dwa razy w tygodniu, zamiast raz czy dwa razy na sezon. W taki sposób ubrania przewalają się przez system coraz szybciej, szukając kogoś, kogokolwiek, kto zapłaci za nie parę groszy.
 
Wyniki różnych badań prowadzonych w przemyśle tekstylno-odzieżowym wskazują, że sprzedawcy tanich ubrań wymagają coraz niższych cen i krótszych czasów dostaw od produkujących fabryk, co przyczynia się do pogorszenia, i tak już bardzo złych, warunków pracy.[4] Nabywcy wywierają presję na fabryki, by dostarczały produkty w coraz krótszym czasie realizacji zamówień. Większość fabryk po prostu nie ma odpowiednich narzędzi i wiedzy fachowej, by efektywnie zarządzać takimi zamówieniami, więc przykręcają śrubę pracownikom. To ich jedyne pole manewru. [5]
 
Fast fashion zmusza także firmy i organizacje charytatywne prowadzące zbiórki z odzieżą używaną do przetworzenia większych ilości ubrań w krótszym czasie, żeby otrzymać za nie taki sam zwrot – dokładnie tak, jak równający w dół detaliści w galeriach. „Musimy przerzucać coraz więcej podarowanych nam worków, żeby znaleźć te nieliczne wartościowe sztuki, przez co wzrasta koszt „wyłowienia” ich z całej tej sterty i dostarczenia do klientów”, mówi David Raper, z amerykańskiej organizacji Housing Works.
 
Afryka z drugiej ręki
 
Jeśli oddajesz gdzieś swoje ubrania, które nie są potem sprzedawane w sklepach z odzieżą używaną, to prawdopodobnie zostaną wysłane do Afryki. 40% ubrań będzie zrolowane w wielkie bale i wysłane statkami dookoła świata, aby sprzedać je w takim stanie, w jakim dopłyną. Japonia dostaje drugie najlepsze retro-ciuchy, zaraz po sklepach w USA. Kraje Ameryki Południowej dostają ubrania ze średniej półki. Europa Wschodnia otrzymuje ubrania zimowe, a do Afryki trafiają te, których nikt inny już nie będzie chciał.
 
Do 2004 roku 81% ubrań zakupionych w Ugandzie było z drugiej ręki. W 2005 roku, według raportu Oxfam, używane ubrania stanowiły połowę wolumenu całkowitego importu ubrań do Afryki Subsaharyjskiej. W rezultacie, począwszy od lat dziewięćdziesiątych, przemysł tekstylny w tych krajach dramatycznie zmalał.
 
Na początku zeszłego roku, na szczycie przywódców państw Afryki Wschodniej, niektórzy z regionalnych liderów zaproponowali embargo na import używanych ubrań. Anglojęzyczne media, takie jak Voices of Africa czy CNN szybko podjęły temat, publikując artykuły o tym, jak stare ubrania z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych powodują postkolonialny ekonomiczny bałagan. „Eksportowanie niskiej jakości ubrań, które nie mają żadnej wartości w naszym społeczeństwie, kształtuje zależności gospodarcze oparte na podporządkowaniu” – mówi Andrew Brooks z Kings College w Londynie. „Możecie nazywać mnie idealistą, ale naprawdę nie chcę żyć w świecie, w którym jedyne ubrania, na które mogą sobie pozwolić mieszkańcy globalnego Południa, to te, których ani ja, ani ty już byśmy nie ubrali”.
 
Nie wszyscy zgadzają się z takim punktem widzenia. Pietra Rivoli z Uniwersytetu w Georgetown sądzi, że handel używanymi ubraniami tworzy miejsca pracy nie tylko przy sprzedaży, ale także przy czyszczeniu, naprawianiu i przeróbkach krawieckich. Karen Tranberg Hansen, antropolog z Northwestern University, argumentuje, że ubrania z drugiej ręki w krajach takich jak Kenia, Zambia, Lesotho czy Uganda, wypełniają inną niszę na rynku niż te nowe. „Mamy przecież wiele różnych segmentów populacji, z których każdy ma inne potrzeby” – tłumaczy. – „To nie jest bezpośrednia konkurencja”. Zapewnia, że różni ludzie kupują różne rzeczy: ubrania z drugiej ręki, tradycyjne stroje wytwarzane lokalnie albo odzież importowaną z Azji.
 
Lecz to, z czym każdy musi się zgodzić, to fakt, że mieszkańcy Kenii, Ugandy, Zambii kupują odrzucone ubrania z USA czy Europy Zachodniej ponieważ wydają im się dobrej jakości jak na cenę, którą za nie płacą. Niestety, taki układ może przestać być faktem już lada dzień. Raport Oxfamu z 2005 roku opisuje, że aż do 25% ubrań w kenijskich sklepach z importowaną odzieżą używaną nie nadaje się do sprzedaży ze względu na niską jakość. Od tego czasu rynek szybkiej mody jeszcze bardziej się rozwinął. Całkiem prawdopodobne, że Afrykańczycy w końcu zorientują się, że ich moda z drugiej ręki to po prostu tanie, importowane z Azji masówki, które przejechały gościnnie przez Wielką Brytanię i USA. I, tak jak Amerykanie, mogą po prostu wzgardzić używanymi ubraniami na rzecz nowych.
 
Recykling na masową skalę?
 
Międzynarodowe firmy, takie jak Adidas, Levi’s, Nike i H&M nie chcą, żebyśmy przestali kupować ich produkty, ale nie chcą też pożegnać się ze swoim dotychczasowym szybkim modelem biznesowym. „Świętym Graalem dla zrównoważonej mody jest zamknięcie pętli pomiędzy odpadem a zasobem.” – powiedziała redakcji Vogue Marie-Claire Daveu, z globalnego koncernu dóbr luksusowych Kering (Kering jest właścicielem takich marek jak Gucci, Alexander McQueen, Saint Laurent czy Stella McCartney).“Używaj ponownie starych materiałów. Rób nowe ze starych i odzyskuj włókna.”
 
Technologia przetwarzania zasobów w obiegu zamkniętym, gdzie produkt końcowy po przejściu cyklu życia wraca z powrotem do produkcji jako zasób, jest kuszącą perspektywą dla adwokatów zrównoważonego rozwoju, ponieważ w gruncie rzeczy odzwierciedla naturalne procesy życiowe. Roślina wyrasta z ziemi, umiera, rozkłada się i daje podłoże nowej roślinie. Deszcz pada, przepływa przez las i wpada do rzeki, rzeka do morza, paruje, skrapla się i wraca jako deszcz. W naturze nie ma ani śmieci, ani utraconych zasobów. Jeśli uda nam się technologicznie zamknąć pętlę zasobów w branży odzieżowej, żadne ubrania nie będą trafiały na śmietnik. Będą po prostu bez końca przepływać przez tkalnie, szwalnie, sklepy, nasze szafy, lumpeksy, skupy, przetwórców i znów przez tkalnie, szwalnie… ta sama nić poliestrowa mogłaby być tworzona, wplatana w materiał, wykorzystywana jako ubranie, znów rozbijana na czysty poliester, formowana w nową nić i znów wplatana w tkaninę nawet do 8 razy. Tak samo działoby się z naturalnymi włóknami.
 
Niestety, technologia przetwarzania zasobów w obiegu zamkniętym, choć ekonomicznie skalowalna, wciąż jest poza naszym zasięgiem i to przynajmniej przez najbliższe 5-10 lat. Według raportu zleconego przez Sustainable Apparel Coalition w 2014 roku, istnieje już technologia umożliwiająca rozbicie ubrań z czystej bawełny na pojedyncze włókna i utkanie ich od nowa, ale kiedy bawełna ta zostanie zafarbowana, albo w inny sposób potraktowana chemikaliami lub zmieszana z innymi materiałami, technologia ta nie zadziała. Traktowana chemicznie bawełna, len, jedwab czy wełna mogą być mechanicznie rozdrobnione do recyklingu, ale to z kolei daje bardzo niskiej jakości krótkie włókna, które muszą być zmieszane z nowymi, aby nadawały się do wykorzystania przy produkcji ubrań. Składająca się w 20% z odzyskanych włókien, linia ubrań dżinsowych z przetworzonej bawełny w H&M, wypuszczona zeszłego lata, ustanowiła nowy punkt odniesienia dla całej branży do tego, co wykonalne. Zazwyczaj bowiem wysoki udział przetworzonej bawełny w końcowym produkcie sprawia, iż jest on niskiej jakości i drze się zbyt łatwo, by można go było nosić.
 
Nieco nadziei na podobny sukces pojawiło się w maju, kiedy to Levi’s, we współpracy z Evrnu, startupem zajmującym się tekstyliami, wyprodukował prototyp dżinsów z 52% zawartością chemicznie przetworzonej bawełny ze starych t-shirtów. Evrnu podaje, że technologia ta nie jest wrażliwa na niektóre barwniki i ma nadzieję, że w końcu uda im się wyprodukować dżinsy z bawełny w 100% z odzysku. Niestety, nie wiadomo jeszcze, kiedy takie dżinsy będzie można kupić.
 
Na przetwarzanie tekstyliów syntetycznych, takich jak mieszanki elastanu i nylonu, w skali komercyjnej, musimy poczekać jeszcze dłużej. Posiadamy technologie, dzięki którym przetwarza się poliester na podstawowe elementy, z których ponownie kręci się nić poliestrową – w ten sposób Patagonia już przetwarza powtórnie swoje stare produkty. Tylko że Patagonia robi to dla zasady, a nie dla ekonomicznych korzyści; za realizację takiego procesu trzeba zapłacić cenę, która jest dla niektórych zaporowa. Sam proces jest dodatkowo dość trudny: wymaga wysokiej jakości poliestru jako surowca (polarowe bluzy samej Patagonii) i nie zadowala się tanimi poliestrowymi tkaninami, których zazwyczaj używają tańsze sieciówki.
 
Pozostają jeszcze popularne mieszanki włókien sztucznych z naturalnymi, które, na chwilę obecną, w ogóle nie mogą zostać przetworzone. Ponieważ skala wyrobu poliestrowych tekstyliów ciągle wzrasta (z 5,8 mln ton w 1980 do 34 mln w 1997 i szacowane 100 milionów ton za rok 2015), nie będziemy w stanie poradzić sobie z ilością naszych starych ubrań, póki nie rozwiążemy tego problemu recyklingu.
 
H&M zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w lutym 2016 roku rozdał 1,1 mld dolarów poprzez swoją organizację charytatywną, Conscious Foundation, pięciu „innowacyjnym zespołom”, pracującym nad technologiami powtórnego przetwórstwa tekstyliów. Jedna z drużyn będzie pracować nad procesem przetwarzania starych ubrań bawełnianych w bawełnopodobny materiał, z którego będzie można później uprząść nowe nici. Drugi z zespołów hoduje mikroby, które trawią poliester, nawet, jeśli jest zmieszany z naturalnym włóknem, i rozbijają go na podstawowe elementy. Ich produkt końcowy będzie można sprzedać wytwórcom poliestru jako surowiec.
 
Te procesy muszą być rozwijane w parze z technologią sortowania, która łatwo rozdzieli czystą bawełnę, materiały syntetyczne i materiały mieszane, albo rozpozna, że kurtka ma bawełniany wierzch i poliestrową podszewkę.
 
Na krawędzi upadku
 
Widać że firmy podejmują wysiłki by zamknąć obieg tekstyliów. Mogłoby to stworzyć nowy – i miejmy nadzieję, zyskowny – rynek dla starych ubrań. W zeszłym roku, rynek ubrań używanych znacząco się zapadł, popychając cały ten system na skraj upadku.
 
Część winy za spadek ceny ubrań używanych może być przypisana stopniowemu wzrostowi podaży używanych ubrań niskiej jakości, w miarę, jak organizacje je skupujące, prześcigają się, by przeselekcjonować więcej ubrań w krótszym czasie. „Branża odzieży używanej przechodzi przez bardzo ciężki okres, tak tutaj w Europie, jak i globalnie.” – powiedział Alan Wheeler, dyrektor Stowarzyszenia Recyklingu Tekstyliów (Textile Recycling Association) w Wielkiej Brytanii. „Jednak konsumpcja nowych ubrań wciąż wzrasta, a ceny ubrań wciąż są dużo niższe niż dawniej. Kontynuacja presji na obniżanie cen ubrań używanych jest nieunikniona w najbliższej przyszłości”. Oferując znikome finansowe zachęty dla osób oddających ubrania do drugiego obiegu, ilość skupowanej odzieży spadła o 4% w przeciągu zeszłego roku.
 
Jeśli jakość ubrań będzie nadal spadać, popyt na rynkach międzynarodowych będzie malał, a technologie przetwórstwa tekstyliów na masową skalę się nie zmaterializują, to możemy stanąć przed faktem kryzysu ubrań z drugiej ręki. I wtedy naprawdę już nikt nie będzie chciał twoich starych ciuchów.
 
Tłumaczenie: Marta Kołodziejczak
 
[2] Lucy Siegle, Why it's time to end our love affair with cheap fashion?, The Observer, Sunday, May 8, 2011.
[3] Well dressed? The present and future sustainability of clothing and textiles in the United Kingdom, University of Cambridge Institute of Manufacturing, 2006, www.ifm.eng.cam.ac.uk/sustainability/projects/mass/UK_textiles.pdf
[4] Labour behind the Label, Who Pays For Cheap Clothes? 5 Questions the Low-cost retailers must answer, s. 23, www.labourbehindthelabel.org/urgent-actions/item/584-who-pays-for-cheap-clothes?-5-questions-the-low-cost-retailers-must-answer
[5] Oxfam report TRADING AWAY OUR RIGHTS – Women working in global supply chains, 2008, s. 51, www.oxfamsol.be/fr/docs/report_042008_labor.pdf
Komentarze
Jeżeli nie widzisz tego obrazka kliknij odśwież i spróbuj ponownie