Czy „neutralność klimatyczna” zawsze jest etyczna? Przypadek Sierra Leone
Piątek, 04.04.2025. Grażyna Latos
Czy „neutralność klimatyczna” zawsze jest etyczna? Przypadek Sierra Leone
Fot. Belen B Massieu on Shutterstock
Chcąc spowolnić zmiany klimatu musimy zacząć kontrolować emitowane przez nas gazy cieplarniane. Dotyczy to przede wszystkim przemysłu. Stąd nakładane na firmy limity, których przekroczenie wiąże się z karami finansowymi. Co jednak w sytuacji, gdy firma przekroczyła limit, ale chciałaby uniknąć kary? Rozwiązaniem, z których lubią korzystać firmy są często  kredyty węglowe. Jakie warunki powinny być spełnione, żeby to faktycznie było dobre rozwiązanie?
Kredyt węglowy, nazywany też certyfikatem kompensacyjnym, to ekwiwalent dwutlenku węgla, który nie został uwolniony do atmosfery. Jeden kredyt ma reprezentować jedną tonę CO2. Taki kredyt może zostać kupiony przez firmę, która przekroczyła nałożone na nią limity emisji dwutlenku węgla.  W ten sposób niejako odkupuje swoje winy względem środowiska. Sprawa może wydawać się prosta, ale w rzeczywistości projekty kredytów węglowych są jednak dość problematyczne.
 
Problematyczne kredyty węglowe. Gdzie zaczyna się greenwashing?
 
Projekty kompensacji emisji dwutlenku węgla coraz częściej są postrzegane jako dobre narzędzia do łagodzenia zmian klimatu. Korzystające z nich firmy twierdzą , że dzięki nim ich produkty są „neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla”.  Zamiast jednak zmniejszać emisję gazów cieplarnianych i planować przejście na faktyczną „zerową emisję netto”, firmy płacą za pokrycie kosztów projektu kredytu węglowego, a swoje działanie wykorzystują marketingowo. Czasem jest to zwykły greenwashing. A dzięki takiemu przypodobaniu się klientom można sprzedawać jeszcze więcej, a więc i jeszcze więcej produkować.
 
Nie jest tak, że kredyty węglowe są rozwiązaniem wyłącznie złym. Ich zakup może pomóc w łagodzeniu zmian klimatycznych, ale by tak się stało, musi zostać spełnionych kilka warunków. Pierwszym jest myślenie o nich wyłącznie jako o działaniach dodatkowych. Przyjmowanie, że kupno kredytu węglowego załatwia cały problem jest błędne i przynosi skutek odwrotny, hamując działania na rzecz klimatu.
 
Kontrowersyjne projekty kredytów węglowych
 
Jak zostało wspomniane, kredyty węglowe mogą pomóc w łagodzeniu zmian klimatycznych, ale tylko jako działanie dodatkowe. Co jeszcze ważniejsze - projekty kredytów węglowych muszą być dobrze realizowane. Oznacza to, że powinny wspierać lokalne społeczności, a niestety czasem nie tylko brakuje wsparcie, ale jest nawet jeszcze gorzej.
 
Wiele projektów kredytów węglowych okazało się być szkodliwymi dla interesów lokalnych społeczności. Zanim bowiem dojdzie do kompensacji dwutlenku węgla, trzeba podjąć cały szereg decyzji. Np. od kogo i na jakich warunkach zakupi się ziemię do zasadzenia drzew, które pochłoną CO2. Ale trzeba też mieć sprecyzowany cel – czy naprawdę chodzi o łagodzenie zmian klimatu? A może głównym celem jest zarabianie pieniędzy? Wśród wielu firm, które stanęły przed podobnymi pytaniami i decyzjami, znalazła się pewna korporacjaz Sierra Leone.
 
Co się wydarzyło w Sierra Leone?
 
W 2021 roku Rewilding Maforki rozpoczęła projekt stworzenia plantacji drzew, które będą pochłaniać dwutlenek węgla i generować zyski ze sprzedaży kredytów węglowych. Inicjatywa ta wzbudziła jednak poważne obawy. Przede wszystkim chodziło o jej wpływ na lokalne społeczności. Przez rok, od marca 2023 roku, przyglądał się jej więc zespół pięciu organizacji pozarządowych - czterech z siedzibą w Sierra Leone i jednej z siedzibą w Szwajcarii.
Jednym z najważniejszych odkryć, jakie poczynili badacze, jest fakt naruszania sierraleońskiej ustawy o zwyczajowych prawach do ziemi. Wspomniany zapis wymaga, by w przypadku jakiejkolwiek transakcji dotyczącej ziemi, zgodę na nią wyraziło 60 proc. dorosłych członków rodziny - zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Tymczasem podczas rozmów z badaczami wielu mieszkańców zgłaszało, że spotkania w sprawie projektu odbywały się tylko z wybranymi członkami rodzin. Zwykle byli to starsi mężczyźni.
 
Innym kluczowym problemem okazał się sposób, w jaki firma doprowadzała do podpisywania umów. Właściciele ziem, a zarazem lokalni rolnicy skarżyli się, że spotkania były przeprowadzane w pośpiechu, a warunki umowy dzierżawy nie były im w pełni wyjaśniane. Niestety, wielu z nich nie miało świadomości na co dokładnie się zgadzają. Nie otrzymywali też kopii umowy, by móc zapoznać się z tym, co podpisali nawet po fakcie.
 
Firmy zyskują, lokalne społeczności tracą
 
W podsumowaniu badania zwrócono także uwagę na brak równowagi ekonomicznej. Na jednym hektarze rocznie mieszkańcy mieli zarabiać 14 dolarów. Firmy – kilkaset. Dysproporcja ta pokazuje szerszy problem, jakim jest sposób konstruowania projektów, których celem jest przynoszenie korzyści finansowych wyłącznie inwestorom. Na myślenie o korzyściach dla ludzi, których ziemię się w tym celu wykorzystuje, zdaje się już nie być miejsca. A to i tak jeszcze nie koniec kontrowersji.
 
Jak się okazało, na niektórych obszarach korporacja użyła ognia, aby przygotować ziemię pod ponowne zalesianie. Później jednak zabroniła robić tego samego mieszkańcom. Uzasadnieniem miała być obawa przed rozprzestrzenieniem się ognia na zasadzone lasy i szkodami. Mieszkańcy, którzy przestali uprawiać własną ziemię, byli uspokajani wizjami stworzenia przez firmę szkół i placówek opieki zdrowotnej, które wszystko im wynagrodzą. Niestety, obietnice te w dużej mierze nie zostały spełnione. Oczekiwań nie spełniły też oferty zatrudnienia przez korporację. Zamiast stałych miejsc pracy pojawiły się bowiem właściwie wyłącznie tymczasowe i dorywcze.
 
Kolejnym problemem było porozumienie o podziale zysków, które nigdy nie zostało sformalizowane na piśmie. Mieszkańcom obiecano 10 proc. udziału w zyskach z kredytów węglowych, ale nie ustanowiono żadnego formalnego mechanizmu dystrybucji tych zysków, co pozostawiło społeczność niepewną co do jej długoterminowych korzyści finansowych.
 
Wnioski, czyli co z tego wynika dla nas wszystkich
 
Sprawa korporacji z Sierra Leone jasno pokazuje, że „neutralny dla klimatu” wcale nie oznacza etycznego. Pochłanianie dwutlenku węgla przez drzewa to jedno, sposób prowadzenia projektu zalesiania z poszanowaniem lokalnej społeczności to drugie. I oba te procesy nie zawsze idą ze sobą w parze. Dlatego potrzebujemy solidnych ram prawnych, które pozwolą na ochronę właścicieli ziemskich - szczególnie w regionach, w których ziemia jest często wspólna i przekazywana z pokolenia na pokolenie. Potrzebujemy też mechanizmów zapewniających przestrzeganie prawa. W przypadku naruszeń muszą bowiem następować konsekwencje prawne.
 
Znając zagrożenia, jakie wiążą się z podobnymi projektami, koniecznym wydaje się również jasne określenie płynących z nich korzyści ekologicznych. Chodzi o to, by zapobiegać sytuacjom, w których firmy uprawiają kosztem lokalnych mieszkańców greenwashing. Firmy z Globalnej Północy, które kupują kredyty węglowe, mogą przedstawiać się jako obrońcy klimatu, a faktycznie wcale nie redukować swoich emisji. Konsumenci z Globalnej Północy mogą zaś kupować produkty „neutralne dla klimatu” i mieć czyste sumienie, zupełnie nie ograniczając własnej konsumpcji. Jedyną grupą, dla której coś się faktycznie zmieni, mogą być zaś społeczności z Globalnego Południa - pozbawiane ziemi i mamione obietnicami, które nigdy nie zostaną spełnione. A wszystko przez ogromną nierównowagę sił.
 
Bibliografia:
 
 
Komentarze